Na polu kalafiory,
na całe życie dość.
Kalafior każdy spory
i w każdym rośnie kość.
Więc podjem znakomicie
aż po żołądka kres,
o, piękne, piękne życie,
o, piękny jestem pies!
Przechodzę do alkowy,
w alkowie stoi stół,
ma czworo nóg - wołowych,
wędzonych w dymie z ziół.
Pożeram wszystkie nogi,
zostaje tylko blat,
o, mój żywocie błogi,
o, piękny, piękny świat!
Po łączce chodzą krówki,
słownie: sześćdziesiąt sześć.
Podchodzę: to parówki,
gorące, tylko jeść!
Parówki autentyczne,
kilometrowy zwój,
o, chwile niebotyczne,
o, piękny świecie mój!
Na wzgórku stoi lasek,
a w lasku pachnie wrzos,
ten lasek też z kiełbasek
i widzę: wrzos to sos.
Więc cały lasek wcinam,
rozlewam wrzos do waz,
och, cudna to godzina,
och, niesłychany czas!
Już jesień jest niestety,
deszcz chlupie chlup-chlup-chlup,
spadają z drzew kotlety,
a wszystkie do mych stóp.
Tłuszcz pryska mi na rzęsy,
sztukamięs pędzi wiatr.
Wieprzowy wschodzi księżyc,
zbaraniał cały świat.
W mojej szkole odbywają się okolicznościowe uroczystości, np. Dzień patrona, uroczyste rozpoczęcie roku szkolnego, jego zakończenie, powitanie wiosny, teatrzyki zimowe. Nieraz uczestniczyłem w takich imprezach, deklamując różne wiersze. Wówczas ujawnia się moja "żyłka aktorska", jak twierdzi moja wychowawczyni.