banner
memoir

Dawn of The Iconoclast

10 X 2009

U podnóża eschatologii wspinając się schodami ku sednu rzeczy, skoncentrowani, idziemy, wydychając mgłę, niosąc na barkach architekturę nocy. Katedry tryskają zjawiskowością księżyca ściętego w pół, słowami i wirowaniem sylwetek, obserwowanych z przewidującego skulenia. Wiedzącego że będzie pamięć ciała-świątyni, którego mury pod opuszkami huczą świętością faktury skóry, którego wszystkie ołtarze korytarze, tajne przejścia zostały poznane i obdarzone czcią uwielbienia. W świadomości, z czasem i przewrotem zmian, porasta ono nieustannym napięciem przebóstwienia wypalającego obłędy. Gorliwa wiara, wtrącona w dekadencję zanikiem obiektu kultu, dokonuje proliferacji bóstw. Ze świtem, za bramą zgiełku kłębi się gwar obwieszczający nadejście ikonoklazmu.